miejsce-na-reklame-top

Obywatel prawilności

Już po sylwestrze! A bo kto się nie bawi w ten przepiękny, urokliwy dzień? W końcu jest co świętować – niemal 365 dni za pasem. Dla jednych dobrych i urodzajnych, dla drugich, tych mniej szczęśliwych, nieco gorszych.

Idziemy więc na imprezkę opijać (no z reguły, nie każdy przecież pić chce lub musi, prawda?) minione dni, stracone pieniądze, nerwy i czas. Cieszymy się tak bardzo, często zapominając, że nowy rok to kolejne podwyżki podatków, cen, paliwa (chociaż opierając się na ostatnie dane, w tym temacie mogę się mylić!) i innych subsydiów niezbędnych do życia w prawym społeczeństwie.

Skoro mowa już o podatkach, to swoją drogą zastanawiałem się zawsze, czy rządzący wprowadzą podatek od liczby godzin spędzonych na imprezie sylwestrowej. Jak każdy (z pijącej części czytających) wie i rozumie, upływ czasu na imprezie jest wprost proporcjonalny do wypitego alkoholu. Później w główce szumi, wychodzi się z imprezki, rzuca petardę i omyłkowo zamiast na ziemię, rzucamy sobie do kaptura, albo gorzej – zostawiamy w ręce. Katastrofa murowana – nie tylko dla nas jak i dla całej rzeszy ucieszonych z powodu pracy w sylwestra ratowników medycznych, strażaków czy policjantów.

Biedaczyska. Mówi się, że na służbie jest się cały czas – nawet po wyjściu z pracy. Więc co oni mają świętować? Kolejne 365 dni bezustannej pracy? Do tego chyba trzeba mieć powołanie. Ja chociaż szukałem, za Chiny Ludowe i Koreańską Republikę Ludową Demokratyczną nie mogłem znaleźć. Starałem się kiedyś być przykładnym obywatelem, byłem prawy (przestrzegałem obowiązującego prawa, przyp. autor) i starałem się wpoić moim sąsiadom, że oni, też żyją w społeczeństwie i powinni chociaż wykazywać pozory prawilności, coby pan policjat, tudzież inna służba mundurowa miała mniej roboty. Z wszystkich sytuacji wychodziłem obronną ręką przykładnego pana Kowalskiego!

Najbardziej uwielbiałem okres zimowo/wiosenny, gdyż mogłem wtedy wykazywać się naprawdę ogromnym zaangażowaniem ledwo co wychodząc z domu. Na pewno zwróciliście uwagę przemierzając ulice naszego miasta na wszechobecny szczekot psów. Jest ich cała masa. Jeden z moich sąsiadów ma aż trzy psy, sam nie wiem po cholerę mu ta cała trójka, która dziennie wcina więcej mięsa niż ja przez cały tydzień, no ale dobra – może lubi psy? Ja też lubię, bo sam mam swojego pupila – wiernego Azora.

Do czego zmierzam? Fizjologia psów nie różni się zbyt wiele od fizjologii człowieka, jakby nie patrzeć pies i człek to ssak. Lubimy jeść, pić, biegać, gadać i szczekać. Oczywiście jeść też musimy, bo inaczej zaryjemy głową o beton i po sprawie, jednakże oprócz jedzenia robimy jeszcze dwie czynności bezpośrednio z tym związane. Wiadomo o co chodzi. Nie trzeba być Einsteinem, żeby się domyśleć, że co górą wchodzi to dołem wyjść musi!

Dobra, dobra, lecz wróćmy do faktów. Sąsiad ma trzy psy, ma też podwórko, na którym psy oddają się swoim uciechom. Sąsiad musi posprzątać, przecież nie chce mieć brudno i śmierdząco na podwórku prawda? Wszystko jest OK do momentu, gdy psy narobią u siebie, gorzej jeżeli stanie się to na ziemi obiecanej – na trawce, przy ławce, na boisku, chodniku albo innym niespodziewanym miejscu. Jak wiecie, matka natura nie zna dnia ani godziny, zwłaszcza w przypadku psów. A co z sąsiadami, którzy nie mają podwórka? (też mam takich w pobliżu, a co!) Trzeba wyjść z pieskiem na spacer w celu zidentyfikowania jego potrzeb i załatwienia formalności. Często odbywa się to w miejscu bliżej nieokreślonym, lub jak usłyszałem od jednego mieszkańca naszego miasta – nieuczęszczanym przez inne osoby.

Zwróciłem kiedyś uwagę pewnemu panu (nie był stary), gdyż jego pociecha zrobiła swoje tuż obok placu zabaw dla dzieci. Spojrzał na mnie wzrokiem Terminatora (tego z Szwarcenegerem) i skwitował, że jego pies robi to ekologicznie! Jasna cholera, zatkał mnie facet – takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Odburknął coś jeszcze pod nosem o rozmiarach swojego psa „mój piesek jest mały, bla, bla, bla, itd.” i odszedł w długą. A ja stałem tam i czułem się jak Pan w tym filmie:

Ale to nic, w końcu mi przejdzie, a i środowisku to nie zaszkodzi, bo to ekologiczne.

Oglądałem kiedyś taki film wojenny, już nie pamiętam tytułu, dawno to było. Była tam taka scena, bardzo fascynująca, w którym bohaterowie (żołnierze US) przemierzali pole nacierając na pobliską wioskę. Akcja toczyła się zimą, gdyż okoliczny krajobraz był pokryty białym puchem. Cały pluton rusza mozolnym krokiem w kierunku linii wroga, cisza jak makiem zasiał. Minęli 100 metrów, później kolejne aż do momentu gdy coś eksplodowało w ziemi i paru żołnierzy podleciało wysoko w górę kręcąc piruety jak zawodowa baletnica. Mina spokojnie czekała na swoją kolej.

Parę lat temu, po srogiej zimie, gdy hałdy śniegu walały się po poboczach i nieośnieżonych chodnikach zauważyłem ciekawe zjawisko. Z początku krajobraz był ładny, biały i czysty, jak to świeżo po opadach śniegu. Przyszły jednak roztopy, śnieg stopniał, nastała wiosna. A ja idę – raz, dwa, trzy i tuż przede mną wyrasta psie pole minowe. Miny czekają na moją kolej.

Mieszkańcy – sprzątajcie po swoich pociechach, przecież to nic nie kosztuje.

Dziękuję, dobranoc.

Olgierd Jastrzębski

Już od prawie ćwierćwiecza urzęduje w Opalenicy, co czyni mnie według miejscowych norm społecznych - Rodowitym Opaleniczaninem i uwierzcie mi bądź nie, ale wcale nie czuję się z tym źle. Staram się spoglądać na otaczającą rzeczywistość z przymrużeniem oka oraz lekkim dystansem, co z reguły nie przeszkadza w codziennym życiu, a nielicznych zwyczajnie wkurza.

You may also like...

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


dziewięć + = 17

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>