miejsce-na-reklame-top

Nasza Opalenica

Jak sam twierdzi fotografia to nie tylko pasja, to coś więcej. Chociaż na co dzień nie mieszka w Opalenicy, często tutaj wraca. Zapewne niejeden z mieszkańców naszego miasta zawitał chociaż na chwilę w skromne progi jego autorskiego blogu, w którym ukazuje Opalenicę z perspektywy swoich zdjęć. Poznajcie bliżej Mateusza Mnicha.

Opalenica24: Skąd pomysł na blog Moja Opalenica?

Mateusz Mnich: Pomysł na blog urodził się przypadkiem, kiedy to na kolejnym spacerze po Opalenicy zrozumiałem jak dużo daje mi to miasto. Zacząłem myśleć o miejscach, które kojarzą mi się z dzieciństwem i z tym co jest teraz. W pewnej chwili dotarło do mnie, że to one w jakimś stopniu mnie wychowały i mają wpływ na to gdzie jestem, co robię no i, że po prostu warto je sfotografować po swojemu.

O24: Publikujesz na blogu czarno-białe zdjęcia. To dlatego, żeby dodać fotografowanym miejscom uroku, czy może jest jakiś inny powód?

MM: Blog powstawał w momencie, w którym zamiast skomplikowanych algorytmów i zasad zacząłem szukać w fotografiach prostoty i harmonii. Czarno białe zdjęcia dawały mi takie poczucie. Chciałem, aby blog oprócz zachęcenia do innego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość pełnił także funkcje nazywane przeze mnie jako „luźno­ informacyjne” co miało być przedstawione na kolorowych zdjęciach. Niestety, z różnych względów – głównie z braku czasu – pomysł ten upadł dość szybko. Ale pierwsze zdjęcie na blogu jest kolorowe!

Mateusz Mnich

O24: Skąd czerpiesz inspiracje na poszczególne zdjęcia?

MM: Być może właśnie dlatego, że nie mieszkam w Opalenicy, tęsknię do niej. Wymyślam wtedy ujęcia i miejsca. Ważne, aby zdjęcie powstało w głowie dużo wcześniej, niż w momencie kiedy wychodzę na miasto z aparatem w dłoni. To stara prawda. Niestety, nasza miejscowość wbrew pozorom, szybko się zmienia i często obiekty do sfotografowania już nie wyglądają w sposób, w który pasowałby mi do zamysłu, bądź po prostu znikają. Tak np. było ze stadionowym zniczem który „uciekł” mi, na rok przed tym, zanim wpadłem na to, żeby go sfotografować. Po szybkim wywiadzie dowiedziałem się, że został pocięty na złom, bo nie pasował do „nowej koncepcji wyglądu stadionu”. Szkoda, bo nigdy nie widziałem aby on płonął. Staram się też fotografować miejsca które nierozerwalnie kojarzą się z Opalenicą, a w codziennym biegu nie są one dostrzegane. Kilka budynków w naszym mieście ma naprawdę bardzo ciekawą architekturę i jeszcze ciekawszą historię, często bardzo bliską.

O24: Jakie masz plany związane z rozwojem blogu Moja Opalenica?

MM: Po pierwsze to nie ukrywam że fotografowanie dla mojej Opalenicy, sprawia mi radość. Cieszę się, z każdego odwiedzającego na blogu, czasem ich liczba potrafi przyprawić o zawrót głowy. Wchodzą nań ludzie, którzy logują się na serwerach około gminnych ale także, co ciekawe, z miejsc które oddalone są od Opalenicy o setki kilometrów. Najdalszy odwiedzający jest z Portugalii, może to jakiś piłkarz? (uśmiech) Mam jeszcze kilka pomysłów co pokazać w pierwszej serii, która chyba się już kończy. Myślę też, że warto wejść do środka budynków oraz że Opalenica to nie tylko miasto ale, a może przede wszystkim ludzie…. ale cicho! Nic nie powiem. Chciałbym też zorganizować wystawę zdjęć aby “Moja Opalenica” wyszła z Internetu.

O24: Rozumiem, że fotografia jest Twoją pasją. Czym zajmujesz się zawodowo?

MM: Tak, fotografia jest pasją albo może nią była, bo jak wszyscy dobrze wiemy zawodowstwo­ pasję zabija, ale to temat na zupełnie inną rozmowę. Oczekuję teraz od fotografii czegoś zupełnie innego niż jeszcze rok temu, to tak pokrótce. Zawodowo zajmuję się również robieniem zdjęć. Jestem jeszcze młody, ale w swoim życiu fotografowałem już na ślubach, byłem reporterem, a nawet paparazzi. Przez ostatni rok prowadziłem w Warszawie wraz z dobrym kumplem – notabene też Opaleniczaninem i to takim, o którym zaraz będzie głośno – studio, które zajmowało się fotografią reklamową i wizerunkową. Obsługiwaliśmy ogólnopolskie kampanie reklamowe. Aktualnie jestem etatowym pracownikiem studia zajmującego się produkcją fotograficzną i filmową.

O24: Startowałeś kiedyś w wyborach na radnego miasta Opalenica. Czy zamierzasz w przyszłości ponownie wziąć w nich udział?

MM: To było bardzo ciekawe doświadczenie. Zabrakło mi chyba z 16 głosów aby zostać radnym. Uważam to za swój wielki sukces tym bardziej, że nasza kampania wyborcza była bardzo licha. Komitet, z którego startowałem nazywał się Młodość i utworzyliśmy go, wraz Tomkiem Walą sami co w sumie, wcale nie było takie trudne. Z perspektywy czasu myślę, że chyba dobrze się stało że nie zostałem wybrany. W międzyczasie w moim życiu działo się wiele i na dodatek dość daleko od Opalenicy, ale to chyba domena każdego młodego człowieka. Sądzę jednak, że udział w wyborach – zarówno ten bierny jak i czynny – to obowiązek każdego z nas, zwłaszcza na lokalnym szczeblu. Nie ukrywam też, że być może pojawię się gdzieś kiedyś na liście wyborczej, ale obiecuję że podejdę do tematu zdecydowanie śmielej i bardziej profesjonalnie (już obiecuję [śmiech]) dodam jeszcze, że szczerze irytuję się na myśl o politykach na pół gwizdka albo takich, co to w ogóle im się nie chce traktując swoje obowiązki jako ciepły etat o 15:00 gasząc światło w swoich gabinetach. Nie dojdziemy tak za daleko, zwłaszcza w samorządzie. Dlatego kibicuję nowym inicjatywom i zawsze, chętnie im pomogę. Swoją drogą na temat opalenickiej polityki, można by akurat dłuuugo rozmawiać.

O24: Wielu obywateli naszego miasta narzeka, że w Opalenicy “wieje nudą”. Jak sądzisz, czy rzeczywiście w tym mieście brakuje atrakcji na spędzenie niedzielnego popołudnia?

MM: Stwierdzenie, że w Opalenicy wieje nudą jest dość krzywdzące. Myślę, że naszym podstawowym problemem jest to, iż przyzwyczailiśmy się, że po pracy, o godzinie 17:00 (no może o 19:00) miasto zasypia i wychodzenie z domu nie ma najmniejszego sensu. Realizujemy się w swoich pasjach, w sportach, które uprawiamy etc.; indywidualnie bądź z innymi, ale niestety często poza granicami gminy i miasta „bo u nas się nie da”. Otóż da się! Wystarczy tylko chcieć. Inna sprawa, że często jest tak, że informacja o tym co dzieje się w domu kultury i w innych miejscach naszego miasta nie zawsze trafia do wszystkich, i że brakuje wielu rzeczy i miejsc, ale mimo wszystko jestem dobrej myśli. Sam co jakiś czas odkrywam nowe ciekawe lokalizacje, być może banalne, ale które warto odwiedzać zamiast siedzieć przed komputerem.

Ostatnio lubię spędzać czas w około opalenickich lasach. Do niedawna były to dla mnie sterty badyli, które przeszkadzają mi w poprawnym odbiorze pożądanej fali radiowej czy zasięgu mojego telefonu ale dziś lubię tam spacerować. Fakt, nie ma ścieżek i żadnej infrastruktury, ale przecież nikomu nie powiedziałem że jest mi to potrzebne. Na koniec powiem, i mówcie mi co chcecie, że rzadko znajduję gdzieś ludzi tak inspirujących, twórczych i chętnych do działania jak tutaj. To musi w końcu zaowocować.

O24: Mieszkasz w Warszawie. Co Cię skłoniło, żeby wyjechać?

MM: Do Warszawy wyjechałem, żeby studiować. Nigdy o niej poważnie nie myślałem. Gdy chodziłem do poznańskiego technikum, w momencie gdy odkryłem, że chcę zajmować się fotografią, nie widziałem dla siebie innego miejsca niż Kraków. Dziś zupełnie już nie wiem czemu. W każdym razie, oferta Warszawskiej Szkoły Filmowej była dla mnie ciekawsza niż Krakowskiej Akademii Fotografii. Gdy przeszedłem pomyślnie rozmowy kwalifikacyjne, spakowałem bambetle do auta i wyjechałem mając w myśli że już jestem dorosły (śmiech). Życie szybko rzuciło mnie o ziemie trudem pracy i chronicznym brakiem pieniędzy. Gdyby nie pomoc rodziców, umarłbym z głodu. W międzyczasie poznawałem miasto, jego historię, która mnie bardzo zaciekawiła i architekturę – zwłaszcza tę modernistyczną. Strasznie mi się to podoba. Miasto te ma wszystkie plusy i minusy dużych miast i europejskich stolic. Zdecydowanie żyje o każdej porze dnia i nocy i bardzo szybko się zmienia. Nie będę oryginalny jeśli powiem, że często odwiedzam taras widokowy na pałacu kultury. Dla równowagi powiem też, że znajduję w niej miejsca, o których wiem tylko ja i parę najbliższych mi osób a przynajmniej, tak mi się wydaje (śmiech). Do powodów wyjazdu dodałbym też myśl, która towarzyszy, chyba każdemu wyjeżdżającemu z Opalenicy kiedy trzaska drzwiami, pociągu czy samochodu (śmiech). Co to za myśl i czy jest zasadna – odpowiedzcie sobie sami.

O24: Jak Ci się żyje w stolicy? Czy życie tam jest droższe niż w Opalenicy? Jaka jest mentalność Warszawiaków?

MM: Życie chyba nie różni się za bardzo od tego w Opalenicy. Myślę że wszystko zależy od punktu siedzenia. Jeżeli mówić tu będę o spokojnej Opalenicy z ćwierkającymi co rano wróbelkami jakiś opalenicki przedsiębiorca, który nie wie gdzie włożyć najpierw swoje ręce zaśmieje mi się w twarz. To samo zrobi Pan, który sprzedaje plony swoich upraw na warszawskim straganie, jeśli mówić będę o bogactwie warszawiaków. Jest tu wiele teatrów, barów i miejsc, do których można pójść. Jest też wiele ludzi różnych narodowości i o różnych poglądach, z którymi można rozmawiać. Czy życie jest droższe? Chyba tylko tak, jak w każdym innym dużym mieście porównując go do małego. Droższe są usługi i czynsze to fakt. Na przykład w Opalenicy samochód można umyć w myjni ręcznej za około 30 zł w Warszawie za około 60 zł. Wiem, że na cenę mają wpływ różne czynniki, ale nie ukrywam, że po Warszawie jeżdżę raczej brudnym autem. Nie chcę rozwijać tego tematu, bo wydaje mi się że nie ma sensu tego porównywać.

O24: Dziękujemy za wywiad. A naszych czytelników zapraszamy bezpośrednio do odwiedzenia strony autorskiego blogu, pod tym adresem: Moja Opalenica

Olgierd Jastrzębski

Już od prawie ćwierćwiecza urzęduje w Opalenicy, co czyni mnie według miejscowych norm społecznych - Rodowitym Opaleniczaninem i uwierzcie mi bądź nie, ale wcale nie czuję się z tym źle. Staram się spoglądać na otaczającą rzeczywistość z przymrużeniem oka oraz lekkim dystansem, co z reguły nie przeszkadza w codziennym życiu, a nielicznych zwyczajnie wkurza.

You may also like...

Loading Facebook Comments ...

5 Responses

  1. Asia pisze:

    też mi coś, zwykłe zdjęcia tylko obrobione w photoshopie

  2. Kondzio pisze:

    Ostatni wpis na tym blogu jest ze stycznia. Zdjęcia jakieś krzywe obrobione w photoshopie lub zrobione efektem rybiego oka co psuje całą piękność. Jak już chcecie robić z kimś wywiady to róbcie z ludźmi, którzy na serio mają jakąś ciekawą pasję a nie 5 wpisów na blogu i wielki artysta.

  3. Ania Szumińska - Patan pisze:

    Proponuję zaprzyjaźnić się z jakimś korektorem (nie mam na myśli przyboru szkolno – biurowego), bądź powtórzyć zasady interpunkcji. I to we wszystkich artykułach, które nie są kopiowane z innych stron internetowych.
    Pozdrawiam, Ania.

  4. maciek pisze:

    Fajne zdjęcia, pokazują naszą miejscowość z nieco innej perspektywy

  5. Kornelia Malinowska pisze:

    Właśnie przez takich ludzi, których komentarze widnieją powyżej w Opalenicy „wieje nudą”. Stać ich tylko na krytykę, a sami nie podejmą żadnej inicjatywy. Sądzę, że Mateusz jest przykładem osoby, która może zrobić coś ciekawego w naszym mieście. A co do zdjęć, to może i nie są wielce porywające, ale jest w nich coś magicznego. To przykre, że wiele osób widzi fotki przerobione w photoshopie, a nie zwykłe miejsca pokazane z ciekawej perspektywy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


− jeden = 0

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>