750x200-media_expert_praca_gorzow

Jak za dzieciaka

Opalenickie place zabaw – enklawy spokoju, radości dzieciaków oraz odpoczynku rodziców są często spotykanym i notabene dość ważnym (szczególnie dla młodszego grona odbiorców) elementem topografii naszego ukochanego miasta. Niejeden rodzic nie wyobraża sobie popołudniowego spacerku ze swoją pociechą bez wstąpienia choćby na chwilę na swoją ulubioną huśtawkę, konika czy karuzelę. Statystycznie ujmując – Opalenickie Place Zabaw (OPZ) w okresie letnim są częściej odwiedzanymi i obleganymi (zarówno przez starsze jak i młodsze grono wielbicieli) miejscami niż Urząd Miasta i Gminy, MGOK wraz z Szaletami Miejskimi razem wzięte. Na najmłodszych mieszkańców naszego miasta stoi otworem aż 11 miejsc tego typu o łącznej powierzchni około 0,5ha! Ponownie statystycznie ujmując, na jednego brzdąca odwiedzającego OPZ przypada 1/8 powierzchni placu zabaw, co daje mu około 3,22 m2 powierzchni do harcowania, dłubania w nosie oraz innych bezkarnych zabaw z rówieśnikami o których rodzice nieszczególnie muszą mieć pojęcie. Przy tym są: teoretycznie czyste, pozbawione metrowych kolejek i oczywiście darmowe.

Po wejściu przez Polskę do Unii Europejskiej OPZ zaczęły niczym prehistoryczne dinozaury ewoluować. Z wielu miejsc naszego miasta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki systematycznie znikały stalowe, kolorowe i często niebezpieczne postkomunistyczne konstrukcje służące do beztroskiego trwonienia wolnego czasu przez najmłodszych. W ich miejsce (także i w wielu innych) pojawiały się bezpieczniejsze, często drewniane i wielofunkcyjne fabryki radości.

Huśtawki, na których huśtając się możemy muskać chmury. Koniki „patatające” szybciej niż żywe. Ścianki wspinaczkowe wysokie niczym Tatry. Rowerki na sprężynach, przy których można wyginać się w każdą możliwą stronę. Magiczne domki ze zjeżdżalniami, w których każdy odnajdzie swoje drzwiczki do baśniowej krainy Alicji, kłody do przeskakiwania, piaskownice oraz wiele innych atrakcji, które nie mam pojęcia jak nazwać, a na które dzieciaki i tak mają swoje wysublimowane określenia. To wszystko w akompaniamencie miłej w dotyku trawy, piasku oraz wysokiego płotu zabezpieczającego nasze pociechy przed ucieczką w nieznane jak i przed złośliwymi intruzami zostawiającymi pachnące pamiątki w piaskownicy. Z miejsca muszę pochwalić i chylę czoło dla miejscowych włodarzy, że z tak wielką pieczołowitością dbają o najmłodszych podatników fundując im morze rozrywki w wielu miejscach naszego miasta.

Jest południe, w oddali słyszę bijące dzwony Parafii Św. Mateusza. Spoglądam w stronę okna. Zza ogromnych kłębiastych chmur nieśmiało wygląda wyblakłe słońce oznajmiając mi bliski koniec lata. Nie poddaję się, spoglądam na termometr – wskazuje mi dwadzieścia kresek powyżej zera. Jest ciepło. Po chwili dumania i kalkulowania planu zajęć na dzisiejszy dzień postanawiam udać się wraz ze swoim dzieckiem na pobliski plac zabaw. Korneliusz – bo tak nazywa się mój wyimaginowany syn – skacze z radości odkąd dowiedział się o planach ojca. Zostawiam wszystkie swoje sprawy na biurku, ubieram dziecko w lekką jesienną kurtkę, markowe buty, sam przywdziewając dres z trzema paskami i fioletowy polar. Profilaktycznie pod pachę biorę piłkę do nogi. Wyruszamy w miasto.

Kierując się w stronę placu zabaw przy OSiR-ze postanawiam nieco skrócić drogę przez pobliskie osiedle. Przy okazji odwiedzając piekarnie by kupić coś na ząb. Wchodząc pomiędzy wielkie blokowiska z płyty w mojej głowie wracają ulotne jak wiatr wspomnienia z lat dzieciństwa – ogrom godzin spędzonych na trzepakach, płytach, grze w chowanego i palanta. Pamiętam jak dziś, gdy byłem dzieckiem miejscowe osiedle było dla mnie istnym labiryntem, w którym każdy mógł znaleźć miejsce dla siebie, uciec chociaż na chwilę od otaczającej go rzeczywistości. Rozmarzony, tknięty sentymentem zupełnie zapomniałem, ze miałem wstąpić do piekarni. Odpuściłem sobie. Doszliśmy już do osiedlowego przedszkola.

Tuż za MGOK, znajduje się dość spory teren porośnięty trawą. Umiejscowiony tam plac zabaw pamięta lepsze czasy (jeden z niewielu w tym mieście, który nie został odnowiony czy zmodernizowany) lecz nadal dumnie służy najmłodszym i tym nieco starszym – idącym od czasu do czasu na wagary. Miejscowym pijaczkom jako miejsce schadzek, także.

Jednakże, od czasu moich dziecięcych lat trochę się tu pozmieniało. Nieopodal placu zabaw, tam gdzie kiedyś rosła trawa tuż obok boiska do gry w piłkę nożną, znajduje się rozległy parking samochodowy. Jednokierunkowa ulica osiedlowa została połączona z nowym odcinkiem drogi biegnącym od ulicy Mickiewicza w celu ułatwienia dojazdu do miejscowego przedszkola. Jest to dobre rozwiązanie komunikacyjne, gdyż dawna droga do przedszkola była drogą o ślepym zaułku i momentami tworzył się tam porządny zator.

Odkąd wybudowano ORLIK, gdzie każdy może przyjść, strzelać bramki bądź dryblować piłką jak Messi, osiedlowe boisko świeci praktycznie pustkami. Niekiedy w letnie, słoneczne dni można spotkać tutaj grupę małoletnich śmiałków próbujących coś zdziałać na tym nierównym terenie. Zbierają się po obiedzie, formują prowizoryczne drużyny (4 na 5) i grają w piłę.

O dziwo (i na szczęście) jeszcze nikt i nic nie ucierpiał grając na osiedlowym boisku. Jak już wcześniej wspomniałem (albo i nie) boisko zostało pomniejszone na rzecz jezdni oraz chodnika wraz z parkingiem. W godzinach popołudniowych panuje tutaj dość spory ruch samochodów rodziców odbierających swoje pociechy z przedszkola. Pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż bywalcami osiedlowego boiska są zwykle dzieci. Nie do końca świadome czym grozi wybiegnięcie na pobliską jezdnie za piłką, która niespodziewanie zmieniła trajektorię lotu. Ponadto, widywałem już zbulwersowanych kierowców przeklinających na grających tylko dlatego, że w jego ledwo co wypucowane auto uderzyła piłka zostawiając na masce czarny ślad o strukturze plastra miodu.

Bywa.

Zanim zdążyłem się zorientować Korneliusz ukradkiem wziął mi piłkę. Biegając tam i z powrotem po trawie z wielkim impetem wykopuje piłkę do pobliskiej bramki. W bramce nie ma siatki. Piłka poleciała na pobliską ulicę. Wstaję i idę.

Wracam. Oddaję futbolówkę synowi i siadam trybunach (trzy ławki ustawione obok siebie przy boisku do gry w piłkę). Ukradkiem spoglądam na dwa wystające z ziemi wielkie słupy z zawieszonymi doń koszami nieopodal boiska do gry w piłkę nożną. Tak moi drodzy, kolejne boisko. Tym razem do gry w koszykówkę. Na trawie o wysokości 4,36 cm wygląda to nieco abstrakcyjnie.

O tym enigmatycznym miejscu krążą wśród miejscowej młodzieży przeróżne legendy. Jedna z nich głosi iż w dawnych czasach, gdy nie było jeszcze aparatów cyfrowych i wszechobecnych telefonów komórkowych dzieci z osiedla rozgrywały co tydzień w południe turniej NBA o puchar Najlepszego Osiedlowego Dżordana. Rozgrywka turnieju wiążę się z tym, iż według kolejnej miejscowej legendy pierwsze kroki w swojej sportowej karierze zawodowego koszykarza stawiał na owym boisku Michael Jordan we własnej osobie. Ile w tym prawdy bądź fałszu – trudno powiedzieć. Ja w każdym bądź razie nikogo grającego nie widziałem. Bądź co bądź, kosze już na dobre wpisały się w tutejszy krajobraz.

Ktoś ciągnie mnie za nogawkę spodni. To mój syn. Spogląda na mnie znużony, najwyraźniej kopanie piłki do bramki bez siatki przestało go dostatecznie interesować. Wcale się nie dziwię. Idziemy więc dalej w stronę OSiR-u.

Jak już wspomniałem przez wiele lat, od czasu mojego dzieciństwa Osiedle Centrum zdążyło się nieco zmienić. Zniknęły nasze kryjówki, połacie trawy (chociaż tej jeszcze sporo zostało tworząc istne pole minowe z wiadomych przyczyn), drzew i płyt, na których przesiadywaliśmy godzinami. W ich miejsce powstały nowoczesne bloki, tuziny miejsc parkingowych, chodników oraz (jakże inaczej) place zabaw. Postanawiam więc, jako ekspert w tej dziecinie wypróbować jeden z OPZ przy bloku nr 14.

Mówię do Korneliusza, że idziemy w „nowe miejsce”. Jest podekscytowany, co zaczyna się udzielać także i mnie. Po rozbudowaniu Osiedla nie zapuszczałem się zbyt często w gąszcz nowych blokowisk. Przechodzimy skromnym tunelem pomiędzy blokami i docieramy na miejsce.

Naszym oczom ukazuje się standardowy plac zabaw na ogrodzonej działce w kształcie kwadratu 14×14 m zawierający: dwie huśtawki, zjeżdżalnie, rowerek, piaskownicę, powóz na sprężynach, (jak się później dowiedziałem profesjonalna nazwa to: ważka), ławeczka dla rodziców oraz kosz na śmieci. Cały teren został otoczony wysokim zielonym płotem. Na pozór wszystko wydaje się być w porządku. Podchodzimy więc nieco bliżej.

Otwieram furtkę po czym Korneliusz nie do końca świadomy co go tam czeka wbiega z impetem na plac. Robi dokładnie cztery kroki po czym zalicza solidną glebę.

Bum. Płacz.

Podbiegam szybko do syna, sam przy tym grzęznąc i tracąc lekko równowagę. Podnoszę go na nogi i egzaminuję doznane obrażenia. Poziom witalności w 100% stabilny, żadnych sińców tylko lekkie zadrapanie dziecięcej pewności siebie. Tulę go do siebie szepcząc do ucha standardowe „ojojojoj, wszystko w porządku, lulululu”. W międzyczasie z dociekliwością Sherlocka Holmesa rozglądam się za winowajcą całego zajścia.

Okazuje się, że cały plac zabaw wyłożony jest małymi kamykami średnicy ziarna fasoli. Korneliusz wbiegając na plac z każdym krokiem zatapiał się coraz bardziej w kamienie aż stracił równowagę i poleciał w długą padając twarzą prosto na kamienie.

Płacz.

Biorę Korneliusza na ręce, wychodząc z placu. Zamykam za sobą furtkę. Koniec zabawy na dziś.

Dziękuję, Dobranoc.

Olgierd Jastrzębski

Już od prawie ćwierćwiecza urzęduje w Opalenicy, co czyni mnie według miejscowych norm społecznych - Rodowitym Opaleniczaninem i uwierzcie mi bądź nie, ale wcale nie czuję się z tym źle. Staram się spoglądać na otaczającą rzeczywistość z przymrużeniem oka oraz lekkim dystansem, co z reguły nie przeszkadza w codziennym życiu, a nielicznych zwyczajnie wkurza.

You may also like...

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


− 3 = dwa

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>